To jest, kurwa, niepojęte jak ja się rozdzieram w pół, gdy ona wychodzi. Za każdym razem jej odchodzenie boli tak samo kurewsko mocno. I za każdym razem nie potrafię opanować łez. I patrzę przez okno jak odchodzi, jak oddala się ode mnie. Jak znika mi.

nigdy się z tym nie pogodzę.

edit, 02:32
Chodzę po mieszkaniu cała rozlatana. Trzęsę się znów i nie mogę uspokoić. Obijam się o ściany i wyję bezgłośnie. Szlocham upadając, wariuję. Nie wiem jak przetrwam tą noc. Tabletki uspokajające to za mało. Samotność mnie rozdziera. Łzy ściekają, a we mnie właśnie teraz coś umiera. Nie wiem jak nazwać ten ból, ale nie potrafię sobie z tym poradzić. Znów wpadam w paranoję i kurwa mać, tak mnie niszczy ten strach. Nie mogę już. Chcę już się nie bać, chcę żyć, chcę. Ja kurwa chcę, tylko nie mam sił. Pomocy.