Boję się. Boję się o siebie. O swoje ciało. Swojego (nie)życia się boję. Rozpadania. Ludzi na ulicach. Pań za ladą. Spojrzeń. Szeptów za plecami. Zastanawiam się jak dalece można zwariować. I gdzie jest granica lęku. Boję się o to, że jest jeszcze gorzej niż mi się wydaje. Że ja już z tego nie wyjdę. 
Że to koniec mojego życia.

Mam osiemnaście lat. I jestem zmęczona już.
(nie)istnieniem.

6 komentarzy:

  1. Wiem jak jest z tym myśleniem o jednym w kółko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie bój się. Nie warto.
    I wierz mi - wiem, co mówię - sama też się bałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę się bać... Ale nie umiem inaczej.To siedzi we mnie.

      Usuń
    2. Usuń demony z głowy. Inaczej za bardzo Cię przytłoczą...

      Usuń