Od rana próbuję wstać z łóżka. Nie mogę. Ciało jest za ciężkie, nogi nie mają sił się poruszyć. Leżę jak roślinka. I tylko łzy ciekną mi przez skroń na poduszkę. Rozmawiam przez chwilę z mamą, ona mówi, a ja nie mogę. Ściska mnie w gardle od rozlewu łez z mojego wnętrza. Mówi "cały czas jestem z tobą myślami", i nienawidzę jej za te słowa, bo chcę, żeby była ze mną tutaj, obecna ciałem, a nie jakimiś pieprzonymi myślami. Boję się. Jestem przerażona. I nie mam sposobu na ukojenie lęku, tabletki się skończyły. Boję się. Boję się, kurwa, rozumiesz?! I nie ma tu nikogo. Nikogo. Świruję od tych niepokojów, trzęsie mi się ciało i źle mi. Samotna jestem w tym wszystkim. Nie wiem co się ze mną dzieje, nic już nie rozumiem, nie wiem co robić, gdzie szukać pomocy. Ratuj mnie, spadam.
edit, 17:15
Tak bardzo smutno mi jest. Nie mam komu o tym powiedzieć, więc piszę to tutaj. Nie wiem co ze sobą zrobić, w głowie mam setki czarnych myśli i scenariuszy. Boję się. Powtarzam się - bo i lęk się powtarza. Sączę wodę i staram się zapomnieć o łzach wciskających się w kąciki oczu. Ale to na nic. Telefon milczy, siedzę sama w domu. Pytam E., czy pójdziemy razem na terapię grupową, a potem zastanawiam się co mi strzeliło do głowy, by pytać obcą osobę czy pójdzie się ze mną leczyć. Nie mam siły w nogach. Wciąż chudnę. Boję się. Chcę wyjechać. Wyprowadzić się. Zacząć od nowa. Bo ja chcę żyć. Tylko jestem tak bardzo słaba... Tak bardzo słaba już.
edit, 17:15
Tak bardzo smutno mi jest. Nie mam komu o tym powiedzieć, więc piszę to tutaj. Nie wiem co ze sobą zrobić, w głowie mam setki czarnych myśli i scenariuszy. Boję się. Powtarzam się - bo i lęk się powtarza. Sączę wodę i staram się zapomnieć o łzach wciskających się w kąciki oczu. Ale to na nic. Telefon milczy, siedzę sama w domu. Pytam E., czy pójdziemy razem na terapię grupową, a potem zastanawiam się co mi strzeliło do głowy, by pytać obcą osobę czy pójdzie się ze mną leczyć. Nie mam siły w nogach. Wciąż chudnę. Boję się. Chcę wyjechać. Wyprowadzić się. Zacząć od nowa. Bo ja chcę żyć. Tylko jestem tak bardzo słaba... Tak bardzo słaba już.
Ja mam zamiar się wynieść, wiem, ze dłużej tu nie wytrzymam, a zmiana otoczenia dobrze mi zrobi.
OdpowiedzUsuńCzasem też mam tak, że nie mam w ogóle siły na wstanie.
Usuńniektóre obce osoby z góry nie oceniają... może gdzieś w głębi poczułaś, że to właśnie taka osoba? może, nie wiem...
OdpowiedzUsuńja bardzo chętnie bym się z Tobą przeszła...
akurat ta osoba jest w bardzo podobnej sytuacji do mojej... nie ocenia mnie, bo sama jest w niezłej dupie i wie jak to jest.
Usuńdo psychiatryka? ;)
czujesz taką potrzebę czy chodzi Ci o wsparcie dla mnie?
czyli tak naprawdę nie jest taka obca.
Usuńchyba jedno i drugie. to dziwne, ale lubię rozmawiać z obcymi ludźmi i słuchać ich.
w sumie nie jest, bo jakby podsumować, otworzyłam się przed nią najbardziej, wie o mnie najwięcej.
Usuńbez skierowania tam nie wejdziesz ;) tam idą tylko wyjątkowe przypadki ;P
P.S A może Ty zajęłabyś się psychologią, co? Jak myślisz?
to fajnie, że znalazłaś kogoś takiego przed kim się tak otworzyłaś. przynajmniej możesz porozmawiać z kimś kto w większym stopniu Cię rozumie.
Usuńcoś by się znalazło...
to, że lubię rozmawiać nie znaczy, że jestwm dobrym rozmówcą... ;)
Ale wiesz, to ma swoje plusy i minusy. Rozmowa w gruncie rzeczy jest wokół jednego zdania "ja też tak mam". I prawda jest taka, że wiesz, dołujemy siebie nawzajem. Nic dobrego nie wychodzi z tych rozmów. Tylko wniosek, że powinnyśmy obie ze sobą skończyć.
UsuńLubisz rozmawiać, słuchać. Kiedyś Ci już mówiłam, że wydajesz się być bardzo empatyczna. Może mogłabyś pomyśleć o zainteresowaniach w tym kierunku.
no cóż, tu się z Tobą zgodzę. potrzebny byłby ktoś, kto potrafi zrozumieć, wesprzeć i skopać porządnie dupę wtedy, kiedy trzeba.
Usuńempatyczna... chyba zależy na kogo trafię, spotkam.
Dziękuję :) coś Ty, wig często leży w woreczku strunowym, żeby nie uległ zniszczeniu ;]
OdpowiedzUsuńRobię, z wełny czesankowej, robię też różne rzeczy z filcu ;] a poza tym szyję,plotę,tylko na drutach nie robię ;p
Trochę tu u Ciebie ciemno...
OdpowiedzUsuńMusiałam zaznaczyć tekst, by cokolwiek przeczytać.
Przykre.
UsuńNajlepsze lekarstwo - zajmij się czymś :)
OdpowiedzUsuńCiekawe jak zająć się czymś, gdy nie masz sił w nogach i nie możesz ruszyć się z wyrka.
UsuńNie uciekniesz przed tym co masz w środku.
OdpowiedzUsuńWłaśnie... I to jest najgorsze.
UsuńI co, pójdzie z Tobą? Szukanie pomocy to znak, że się nie poddajesz.
OdpowiedzUsuńWiesz, dobre jest to, że zaczęłaś pisać. Przynajmniej w niewielkim stopniu możesz wylać z siebie to wszystko. Pomaga trochę?
Heh, ja tylko tak palnęłam w chwili "desperacji" o tym leczeniu... Odpowiedziała coś czy chciałabym, dokąd, podała nazwę chyba jakiegoś psychiatryka... Ale nie odpisałam jej, nie ma o czym mówić. Wygłupiłam się.
UsuńFakt, szukam pomocy, bo czuję jak mnie to wszystko zżera od środka. Ten strach o siebie, o swoje życie. Płacze. Samotność. Czuję, że wariuję, a przecież, ja chcę żyć... Tylko trzęsę się wciąż ze strachu, nie mam sił na nic, nie radzę sobie...
Pisanie zawsze było w moim życiu odkąd pamiętam. Właśnie kiedy zaczęło się pierdolić w moim życiu założyłam pierwszego bloga. I tak jest do dzisiaj. Blog jedynym miejscem na wyrzyganie tego bólu. Czy pomaga, teraz trudno mi powiedzieć. Kiedyś przynosiło mi ukojenie, a teraz... Teraz mam po prostu poczucie, że muszę pisać, że jeśli nie słowa to zwariuję. Muszę krzyczeć słowami, inaczej nie mogę. Nie umiem.