Wpadam w paranoję. Ciągle przesuwam dłońmi po ciele w poszukiwaniu oznak choroby. W poszukiwaniu potwierdzenia moich chorych myśli. Nie mogę już tego znieść. Tak bardzo się boję o siebie. Czuję, że coś jest nie tak, moje ciało również choruje, a strach przed odkryciem prawdy mnie paraliżuje. Paraliżuje całą mnie, ruszyć się nie mogę. Umieram ze strachu. Piszę to i znowu płaczę, bo tak bardzo wkurwia mnie to, że zamiast o tym z kimś porozmawiać, ja muszę pisać to wszystko tutaj, bo jestem s a m a. Zawsze się tego bałam. Chorób tego rodzaju. Nawet nie wiem skąd mi się to wzięło. Ale teraz, gdy mam nerwicę, przy której ten konkretny lęk się zwiększa, nie daję sobie rady. Jestem taka zaniedbana. Rozchorowana. Miałam jechać do mamy, do szpitala, na badania. Ale wszystko się poszło się jebać, bo powiedziałam, że nigdzie nie jadę. Z głupiej złości, a może z nie-głupiego żalu pomieszanego z nienawiścią. I tak umieram dalej. W niepewności. Nie wiedząc co mi jest. I kurwa mać, nie mogę już tego znieść. Znów się trzęsę i łzy lecą strumieniem. Boże, ja tego nie zniosę. Budzę się i znowu dotykam części swojego ciała, płaczę, piszę do mamy. Miałam się od niej oddzielić,  powiedziałam, że nie potrzebuję jej, że sama sobie dam radę, ale... sama nie dam rady. Stykają się nienawiść z żalem z tym ogromnym strachem. I chyba wygrywa strach, bo wolałabym już do niej pojechać, przebadać się. Wolałabym mieć to już za sobą.

chciałabym pomodlić się do Boga, ale wciąż nie jestem pewna 
czy istnieje...
Boże, czy odbierzesz?

17 komentarzy:

  1. On istnieje nawet jeśli my nie wierzymy... tylko nawet ja mam od jakiegoś czasu mam wątpliwości.

    ej, kochana. nie poddawaj się tak łatwo. tyle już przeszłaś... jedź do tego szpitala. nawet dla siebie, żebyś wiedziała, że coś jednak robisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już dawno się od niego oddaliłam. Ale czuję, że potrzebuję jakiejś opieki z góry. I wciąż łapię się na tym, że gdy jest bardzo źle, kieruję swoje słowa, prośby, właśnie do niego.

      Boję się...

      Usuń
    2. podejrzewam, że każdy tak ma. strach robi z nami różne rzeczy. bardzo dziwne czasem.

      jestem chyba jedyną osobą stąd, która zna Cię najdłużej.z pierwszego, drugiego, a teraz tego bloga (odkąd zaczęłyśmy wymieniać się komentarzami) i wiem na co Cię stać.

      Usuń
    3. hm, myślałam, że tylko z dwóch ;p

      nie no, prowadziłam znacznie więcej blogów i już bardzo długo jestem w blogosferze :) tylko miałam przerwę jak zaczęło się moje rozpadanie, i potem wróciłam i w sumie to już nie było to samo. a szkoda.

      na co mnie stać? na tracenie sobie życia.

      Usuń
    4. no, wiesz o co mi chodzi. ;) nie wie, kto tutaj jeszcze taki jest.

      fakt, z tego pierwszego bloga Cię nie znam, ale z tych kolejnych owszem.

      gdybyś je (s)traciła to dawno by Cię nie było.

      Usuń
    5. Hm, po przerwie założyłam blog, ale miałam go bardzo krótko, i w sumie, założyłam go tak jakoś bez przemyślenia. Żeby tylko mieć już jakieś swoje miejsce. Nie znasz mnie i z pierwszego, i z drugiego, i z trzeciego bloga.. ;) Dopiero teraz po mojej przerwie na siebie natrafiłyśmy. A właściwie ja na Ciebie, Czerwonowłoso :P

      "Jest nieskończona liczba sposobów na popełnienie samobójstwa bez umierania śmiercią." To, że oddycham, nie znaczy, że oddycha jeszcze moja dusza.

      Usuń
    6. pierwszy i drugi, tzn. z blogów, które Cię znam. bo ten jest bodajże trzeci odkąd Cię czytam. jednak nie jestem pewna, bo fakt - lubisz zmieniać miejsca. :)
      heh, za niedługo będę miała pół czerwone, pół niebieskie włosy. :P

      nawet jeżeli twoja obumarła lub obumiera to nie wierzę, że jesteś zdolna odejść fizycznie. no i pisałaś mi kiedyś, że chcesz iść na terapię grupową. nie idziesz?

      Usuń
    7. kobieta zmienną jest.
      ja miałam blond z fioletem :P

      wiesz, zdolna nie zdolna, wystarczy impuls. ból rozrośnięty po kość.
      ja Ci to pisałam? hm, pisałam tutaj, że przeszło mi to przez myśl, ale wiadomo,że to tylko takie gadanie. nie widzę tego, nie wiem jak by to się dla mnie skończyło. już raz zaczęłam z psychiatrami i wszystko się po całości pojebało, bo nie mogłam znieść bólu rozdzieranych ran. muszę być ostrożna. muszę na siebie uważać. nie mogę rzucać się na głęboką wodę, kiedy jestem taka niestabilna.

      Usuń
    8. owszem, bardzo zmienną.
      też ciekawe połączenie. :D

      a może właśnie potrzebujesz takie rzucenia się na głęboką wodę? przez ten cały czas uciekasz od tego wszystkiego, starasz się to ukryć pod maską 'jeszcze nie czas'. a może właśnie zaczyna brakować tego czasu?

      Usuń
    9. wiem, że masz rację. ale ja się zwyczajnie boję. nie mam już sił, zostałam sama - ja już nie wiem co mam zrobić z tym wszystkim.

      Usuń
    10. wbrew pozorom nie jesteś sama. jesteśmy - tutaj. może to niewiele, ale zauważ ile dobrych słów zostało dla Ciebie napisanych. poza tym nie masz zdrowieć dla innych tylko dla siebie.

      Usuń
  2. Strach strachem, ale powinnaś jechać do szpitala na te badania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Strach czasem jest silniejszy od prośby od pomoc. Lepiej się zbadaj , bo tak przez te przemyślenia zwariujesz i się wykończysz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja od czasu do czasu się modlę, rozmawiam z Nim. Mimo ze też nie jestem do końca pewna, czy tam jest. Warto to zrobić. To pomaga.

    A na badania mimo wszystko jedź. nie lekceważ ich.

    OdpowiedzUsuń
  5. pomódl się, on istnieje :) i przede wszystkim, może pora iść na badania?

    OdpowiedzUsuń
  6. Z dwojga złego dobrze, że chociaż tutaj możesz to wszystko z siebie "wyrzygać"...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli potrzebujesz, pomódl się. Ktoś na pewno usłyszy. I już nie będziesz taka samotna. Będziesz miała też kogoś poza nami.
    Kogoś, kto zawsze będzie na wyciągnięcie ręki. Zawsze wysłucha.

    OdpowiedzUsuń