Więcej tam nie wrócę, pisałam. Jeszcze tego samego dnia, trzęsąc się w nocy ze strachu, postanowiłam do niej pojechać. Nastawiam budzik, zadzwoni za godzinę. Wstaję otępiona sennością, myję włosy, maluję oczy, wrzucam do torebki kilka rzeczy, wybiegam. Zanim wsiadam w odpowiedni PKS, zdążam wsiąść w kilka nie-tych co powinnam. Zaliczam przy tym kilka gaf i tracę kolejne pieniądze, ale postawiłam sobie cel, że dojadę tam i dojechałam. Musiałam przy tym trochę się nabiegać, trochę pokombinować, znaleźć wyjście z opresji. Ale udało się. Kierowcy okazali się bardzo mili, dając mi ulgi tak o, z czystej uprzejmości, i przez całą drogę rozmawiając ze mną, zawożąc mnie całą na miejsce. Teraz tylko którędy to się szło. Zawsze miałam problem z orientacją w terenie, nie kojarzę nazw ulic, nie pamiętam dróg. Ale udało się, biegnę. 7:35; Wiem, że za moment wyjdzie do pracy. Wchodzę do kamiennicy, wbiegam po schodach, dzwonię. Odsuwam się, żeby nie zobaczyła mnie przez dziurkę. Bałam się też, że otworzy mi ten jej. Pierwszy wybiega mi na powitanie pies, potem ona. Była bardziej zaskoczona niż ucieszona. Od razu zapytała o której jadę z powrotem, bo przecież nie mogę zostać, bo przecież ona nie mieszka sama. Zaczynam wyć, bo gdy stres opadł, znowu dobierają się do mnie głosy bezsilności. Nie chcę już tam wracać, szlocham. Mówię jak katarynka by wynajęła mi coś tutaj, mówię jej, że nie wytrzymam dłużej w tym domu, trzęsę się, gula w gardle rozrasta się, chce mi się rzygać. Nie widzisz w jakim ja jestem stanie? Ja już nie potrafię normalnie funkcjonować. Czego mam się jeszcze nabawić, byś mi pomogła? Ten jeden jedyny raz mi pomogła? Musi wyjść do pracy, jest już spóźniona, zostaję z psem. Siedzę na wiklinowym krześle i patrzę przed siebie. Nawet nie mam sił wstać, nawet nie mam sił sięgnąć do torebki po tabletki, nie mogę nawet przełknąć śliny. Przeglądam kanały w telewizji, słyszę śpiew ptaków zza okna. Pies zaczepia mnie próbując zmusić mnie do zabawy. Na początku niechętnie się z nim bawię, jestem zmęczona. Ale potem ganiam razem z nim bawiąc się jego świstakiem. Taka stara psina, a zachowuje się jak małe dziecko. I potrzebuje niemal tyle samo uwagi co dziecko. Kiedy idę zmyć makijaż idzie za mną do łazienki i patrzy się na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczkami. I czeka aż skończę, żebyśmy mogli się dalej bawić. Polubiłam tą psinkę. Chyba zachciało mi się jeszcze bardziej psa. Własnego. (...) Zmęczona kładę się do łóżka. Wygodnego łóżka w tym cichym pokoju. Psinka kładzie się obok mnie w łóżku. Wiem, że nie może, ale co tam, raz może się przespać tu. Mama przychodzi szybciej z pracy, idziemy na zakupy. Kupujemy bieliznę dla mnie, kilka drobiazgów kosmetycznych. Czas odjeżdżać. Żałuję, że nie mogę tu zostać, ale cóż. Ktoś inny już zajął (moje) miejsce.
Cieszę się, że mogłam załagodzić stosunki po ostatnich dniach u niej, kiedy znowu raniłam ją słowami. Cieszę się, że mogłam choć przez parę godzin mieć ją przy sobie. Odetchnąć. Chociaż za każdym razem, kiedy stamtąd wyjeżdżam, mam wrażenie, że zaczyna się we mnie jeszcze większa tęsknota. Nieopisana tęsknota. Poza tym, pierwszy raz od nie pamiętam kiedy, zrobiłam to co chciałam. Dopięłam swego. Dobrnęłam do założonego sobie celu. Jestem z siebie dumna. Możecie tego nie zrozumieć, ale to dla mnie nie było łatwe. Musiałam przełamać w sobie wiele lęków, by dojechać do niej. Tęsknota za nią wygrała ze strachem.
Masz bardzo trudne relacje z Matką. Dlaczego nie usiądziecie i nie porozmawiacie szczerze?
OdpowiedzUsuńGdyby to było takie proste. Usiąść przy kawce i mówić o tym co boli.
UsuńMoże to był ten przełomowy moment, po którym wszystko zaczyna się układać?
OdpowiedzUsuńWiesz, i tak i nie. Robię krok w przód, potem dziesięć w tył...
UsuńMoże obie potrzebujecie czasu, żeby to wszystko poukładać i zaakceptować. Mimo wszystko ona ma prawo ułożyć sobie życie.
OdpowiedzUsuńOna nie. Ja tego potrzebuję.
UsuńMatki to takie dziwne, specyficzne stworzenia. Choćby się nie wiadomo jak bardzo chciało od nich uciec, zawsze odrobinę bardziej chce się wrócić...
OdpowiedzUsuńDobrze powiedziane...
Usuń